Praca rewalidacyjna z dziećmi upośledzonymi umysłowo w szkole życia - Irena Polsowska - książka wyd. 1994
Opis
Nazywam się Irena Polkowska-Rutenberg, urodziłam się w Warszawie, chodziłam do powszechnej szkoły na Rybakach, mieszkaliśmy na Rybakach. Przyszła wojna, miałam dziesięć lat. Mój ojciec, Roman Polkowski, był podchorążym, jak przyszło w 1939 roku we wrześniu, żeby iść, żeby żołnierze przyszli do swoich pułków, to pamiętam, że wyszedł, ale wrócił po tygodniu, bo tam gdzie oni się zbierali, to Niemcy strzelali w nich z samolotów i już wtedy wiedział, że wojna będzie przegrana. Wtedy było szalone bombardowanie Warszawy, byliśmy w schronie. To był nowy dom, który był budowany obok naszego domu i jeszcze nie miał okien, ale miał bardzo dobrą piwnicę i kazali nam iść tam, że to jest bardzo dobry schron, bo tu jednak były mosty, myśmy mieszkali blisko mostu Kierbedzia. To był taki punkt, gdzie dostawał dużo kul od Niemców, więc byliśmy w schronie i straszny hałas, dlatego że nie było okien i to się strasznie trzęsło. Pamiętam, że trzęsłam się za każdym razem, jak wpadła bomba. Oni rzucali bomby, które się zapalały, ale w tym domu nie było nic do zapalenia się, tylko mury, tak że tam tylko bomby spadały, dlatego byliśmy tylko w schronie. Pamiętam, matka i ojciec stali koło mnie i mama mówi do mnie: „Przynajmniej jesteśmy razem”. Pamiętam, że powiedziałam: „Łatwo tobie mówić, tyś już żyła, a ja chcę żyć”. To było powiedzenie, po którym matka nie mogła [słowa wydobyć]. Rodzice się tylko patrzyli na siebie, jak ja to powiedziałam. Zdaje się, że to jest sens mojego życia. Naprawdę kocham życie, chcę żyć, dlatego żyję. Miałam raka dwa razy, zostałam się wdową, jak miałam pięćdziesiąt jeden lat. Miałam bardzo dużo w moim życiu różnych rzeczy, które powinny mnie przynajmniej zabrać poczucie humoru, ale raczej nie przejmuję się specjalnie niczym.
